Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
miałem niesamowitą przyjemność być w Bieszczadach w tygodniu "majowym". Po całodniowym marszu zaszliśmy do PTTK Jaworzec. Miejsce tylko na glebie - najlepsza wiadomość tego dnia.
Zjedli, doprowadzili się do stanu używalności, więc rozłożyliśmy karimaty, śpiwory i próba snu.
Gleba w jadalni (ważny szczegół), więc ludzi jeszcze od groma, bo godzina młoda.
Im później tym towarzystwo się rozchodziło.
Chcąc niechcąc usłyszałem rozmowę kilku osób, jedną z nich był człowiek, którzy rzucił studia medyczne, wszystko rzucił i wyjechał w Bieszczady. Nie wie jaki jest dzień tygodnia, pracuje, żyje. Swoje zdumienie, może nawet szok wyraziła rozmówczyni, która stwierdziła, że nie wyobraża sobie, że wszystko nagle zostawić za sobą i wyjechać choćby w takie Bieszczady.
I krąży w mojej głowie cały czas wspomnienie historii tego młodego faceta. I pada pytanie czy ja byłbym na tyle odważny, zdesperowany, aby rzucić pracę, prawie wszystkie relacje z ludźmi i wyjechać w Bieszczady?
Odpowiedź przychodzi w ułamku sekundy. Są dni, że cisza w tych moich czterech ścianach jest nieznośna. Nawet ona. Chodzę nabuzowany, wkurwiony i walczę sam ze sobą. Przychodzi taki moment, że duszę się (nie dosłownie) w tym wszystkim. Więc tak, rzuciłbym to wszystko i zniknął, stracił rachubę czasu i poczuł jeszcze raz tę beztroskość życia. Czemu beztroskość? Żyjąc z dnia na dzień, pracując, pomagając w jakimkolwiek schronisku, bacówce nie martwisz się w zasadzie niczym. Może tylko tym, żeby niczego nie spierdolić na kuchni. I nic poza tym.
Wychodzisz na zewnątrz i czujesz, że żyjesz. Wszystko do Ciebie mówi, wszystko oprócz ludzi.

Rzuciłbym, zniknąłbym, ale jeszcze nie teraz. Przyjdzie i na to czas w tym życiu.


Myśli wywołane utworem M. Lorenca Mro Iło.
Reposted byhormezaolewkacalvados

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl