Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

May 22 2019

w tle przygrywa kolejny już raz tego wieczoru Big Sky Theory a ja myślę, że życie naprawdę zaczyna się po trzydziestce. Wczoraj zrobiłem krok, który dla mnie osobiście jest krokiem milowym. Co czułem będąc pierwszy raz na końcu trasy na ściance? Chcę wyżej.
Widok z góry był czymś naturalnym, jakbym znał to całe życie. Trochę tak jest, prawie dwa metry wysokości. Prawie zaaklimatyzowany.

Niesamowite jest to, że kolejny raz żołądek wywracał się ze stresu na drugą stronę. Najpierw w grudniu, gdy szedłem na basen. Walczyłem z kompleksami, lękami i to zniknęło nie wiedzieć kiedy. Wczoraj walczyłem sam nie wiem z czym. Chyba tylko z przeświadczeniem, że nie dam rady, ale dałem radę. Odpowiednie wsparcie i samozapracie w zalewającym ciało stresie spowodowało, że założyłem uprząż, zawiązałem ósemkę, tę podwójną też i wlazłem na górę. I znów ten strach, stres zniknął nie wiem kiedy. I bezgranicznie zaufałem.

Wybrzmiewa teraz w głowie to jakże prawdziwe zdanie, że moment, w którym powinienem działać poznam po obezwaładniającym strachu.

Działam.

October 11 2018

pierwszy mały krok.

Przewijał krajobraz za oknem oczami, wypłynął na głębokie morze wspomnień, myśli, decyzji podjętych i nie podjętych. Czuł napływające łzy do oczu, ale wstrzymywał jak najdłużej przymknięcie oczu, aby nie uronić tych łez. Uczucie wnikającego w siedzenie ciała nasilało się.
Z tego stanu wyrwały go otwierane drzwi. Konduktor - pomyślał patrząc ciągle przez okno pociągu.
Machinalnie sięgnął do kieszeni po bilet, nie odwracając się do konduktora podał mu bilet.
Usłyszał dziękuję, udanej podróży. Spojrzał na obcego mu człowieka, odebrał bilet i odpowiedział ledwo słyszalnie wzajemnie.

Po kilku latach wrócił do nawyku uciekania. Chociaż od czego tu uciekać? Pustego mieszkania, życia w samotności? To wyłącznie urlop od ciszy i spokoju, i rutyny jaką jest praca przez pięć, czasem sześć dni w tygodniu. Spakował plecak świeżo wypranymi, pachnącymi ubraniami. Buty w góry, raki, czekan, kask, kilka czołówek, dwie paczki baterii. Sprawdził czy ma wszystkie dokumenty, bilet na pociąg. Zamknął drzwi mieszkania nie włączając światła na klatce. Znał na pamięć położenie zamka, że nie musiał przerywać ciemności na tych kilka sekund.
Wyszedł przed blok, osiedle a wraz z nim całe miasto jeszcze śpi. Idealnie.

Komu w drogę, temu góry - powiedział pod nosem. Czuł w środku radość, która narasta na myśl, że wyjeżdża i to daleko. Był też strach - żadna nowość.

Eiger.


************

wygrzebane z czeluści facebookowej ściany:
https://www.youtube.com/watch?v=QY08AFfzJKk
Reposted byhormeza hormeza

December 23 2017

8:32.

To co dzisiejszej nocy, choć sądząc po godzinie kiedy się przebudziłem, niekoniecznie była to już noc, ale najmniej istotne. to co podczas dzisiejszego snu zrobił mój mózg przeraziło mnie samego. śniąc ten sen czułem prawdziwy strach, jakiego chyba nigdy wcześniej nawet na jawie nie czułem. nie było płaczu, wrzasków, gwałtownych ruchów. po prostu przebudziłem się spokojnie, tak jak stałem we śnie, spokojnie obserwując to co dzieje się za oknem i czekając na to co wydarzy się dalej.

Najsilniej pamiętam falę wyłaniającą się znad budynków. w pierwszej chwili myślałem, że to morze się tak mocno wzburzyło, ale jak teraz na spokojnie myślę to mogło to być równie dobrze tsunami. I gdzie na śląsku morze, hmm.
I ta fala się wyłoniła, jedna, druga, trzecia. Czwarta wtargnęła z góry z kilkudziesięciu metrów między "nasz" budynek a budynek naprzeciwko i wracając (?) zabrała wszystko co znajdowało się w tym miejscu. dwa wspomniane budynki stały nieruszone. nagle wszystkie budynki, które znajdowały się po prawej stronie przestały istnieć.
Ludzie dookoła wpadli w panikę, ale nie taką, że zaczęli uciekać. krzyczeli, łapali się za głowy, włosy. ich panika objawiała się w oczach, spojrzeniu. obrazy były za oknem tak silne, przerażające, że nikt nie był w stanie się ruszyć.

Pamiętam jeszcze tuż przed tą falą wody mewy, które jakby same z siebie albo niesione przez bardzo silny wiatr uderzały w okna "naszego" budynku. I w tym śnie widząc te mewy uderzające dziobami o szyby, bardzo szybko uderzyło we mnie skojarzenie z fragmentem odcinka serialu Black Mirror, gdzie elektroniczne pszczoły między innymi przez okna próbują dostać się do swojej ofiary.

I jeszcze przed mewami pamiętam szalejącą w tej samej lokalizacji (we śnie wszystkie te sceny działy się w jednym miejscu, były obserwowane z tego samego budynku) coś jakby burza piaskowa, ale pamiętam to tak słabo, że nie jestem w stanie nic napisać, a po co zmyślać. Pojawiła się jeszcze wcześniej silna wichura, ale jak w przypadku burzy piaskowej, nic więcej nie potrafię sobie przypomnieć.


Tak to już ze mną jest, nie śnię długo, długo długo nic. i przychodzi coś takiego, że nie wiem co o tym myśleć.

December 07 2014

Kobiecy szept, "pamiętasz o co Cię prosiłam?" i dotyk jej chłodnych, niepocałowanych warg.
— sen
Reposted bysarazationpurplecornflowers9-smerfnych-mysliidosk8notperfectgirl

August 12 2014

Zapomniałem tytułu, a był świetny, istna petarda. I zapomniałem, damn it!

Wielopiętrowy budynek, z 6 pięter naliczyłem. Otóż chodziło o to, że wchodząc do budynku, przez tzw. klatkę po stronie prawej powinny być drzwi do piwnicy, tak z reguły to wygląda, ale tutaj było coś zupełnie innego. Nie było drzwi, było po prostu wejście, a raczej zejście, płaskie. Na końcu tego zejścia żarzyły się lampy w kolorze czerwonym, takie klosze zabezpieczone kratką, można takie spotkać na okrętach podwodnych.

Na końcu więc było widoczne takie światło. Poza tym zejściem były schody prowadzące w górę budynku, na poszczególne piętra, ale to nie ma znaczenia teraz.

W tym zejściu można było dostrzec przejeżdżający wózek na trzech kółkach, tzw. mizu, które miało podpięte 5  lub 6 platform, na których ustawione były skrzynie żółto – zielono - niebieskie. Pomyślałem, że będę mówił na te skrzynie kible (odrobinka gwary śląskiej niech się wkradnie).

Jak to z ciekawością bywa, zacząłem zmierzać zejściem w dół. Intrygowało mnie bardzo to miejsce. Zszedłem na sam dół, gdzie były różne możliwości dalszej drogi w nieznane mi miejsce, które bardzo chcę odkryć. Prawo, lewo, mur, lewo, prawo. Wózek nadal krążył, przejeżdżał co jakiś czas. Wózkiem najprawdopodobniej kierował karzeł, nie wiem skąd ta pewność, prawie całkowita.

Pierwsze wrażenie jakie odniosłem, gdy już znalazłem się na samym dole było takie, że to podziemny świat, jakieś tajne podziemia, gdzie toczy się inne życie, świat w świecie. Własna produkcja, własne wojsko, wszystko kompletnie niepodporządkowane światu, który istnieje poza budynkiem.

Tknęła mnie chwilę później inna myśl, że powinienem poszukać włącznika, który rozjaśni mi to miejsce, które w jednym momencie zostanie odkryte i zdemaskowane. I gdy kolejny raz przejeżdżał wózek kierowany przez karła, usłyszałem jego głos, zwracał się do mnie:

jeśli to miejsce zostanie odkryte, jeśli włączysz światło to budynek obróci się w gruzy, gdyż na ścianach nośnych zamontowane są ładunki wybuchowe z czujnikami światła, jeśli więc włączysz światło, budynek się zawali. Przemyślałem to, co usłyszałem i wyszedłem znów na górę, do jasności. Wracałem tam wielokrotnie, za każdym razem słyszałem coś więcej, odkrywałem coś więcej, ale pamiętam to jak przez mgłę. Pamiętam jednak bardzo dobrze moment, gdy byłem tam kolejny raz i zrobiłem to czego nie powinienem. Włączyłem światło i ujrzałem to wszystko, co tam było, ale widziałem to tylko przez mgnienie oka, bo gdy usłyszałem wybuchy następujące po sobie sekunda po sekundzie, odwróciłem się i zacząłem wybiegać tym płaskim zejściem ku górze. Nie oglądałem się za siebie, nie było czasu, bo ciekawość została zaspokojona, nieważne, że trwało to ułamek sekundy i obraz tego co zobaczyłem jest mglisty aż do teraz, ale jedno co mnie uderzyło w tym obrazie to to, że było tam niesamowicie czysto, jasno, ściany były pokryte gładzią gipsową (zabawne, że akurat to jestem w stanie stwierdzić ze 100% pewnością, że była to gładź gipsowa, pieprzony ekspert budowlany). Wszystko było jakby idealne. Kłóci się ten obraz z obrazem podziemia, świata podziemnego, który jest brudny, ma zanieczyszczone ulice ze śmieciami walającymi się po nich, gdzie ludzie zajęci swoimi sprawami, a budynki są niedomyte i obskurne, taki smutny stereotyp, przynajmniej ja taki zachowałem w głowie, chociaż nie wiem skąd on się zrodził, może na podstawie przeczytanych książek lub obejrzanych filmów?

Tak czy wspak (@disorderly), dobiegłem do wyjścia i stanąłem na progu klatki, patrząc w dół zejścia, widziałem ostatnie nośne ściany rozpruwane przez ładunki wybuchowe. Cofnąłem się i stanąłem spokojnie przed całym budynkiem, nie obróciłem się, nie uciekałem. Czekałem aż pył wydostanie się przez wejście i uderzy we mnie. Stało się, byłem cały w pieprzony pyle, na dodatek czułem smak i zapach gładzi gipsowej, w myślach uśmiechnąłem się i sam do siebie (jak zawsze zresztą) wykrzyknąłem: Wiedziałem! Wiedziałem, że to gładź gipsowa!

Jednak nie to jest najważniejsze w tym wszystkim, najistotniejsze jest to, że budynek stał tak jak stał wcześniej, był tylko niższy o jedno całe piętro. Niesamowite i zarazem smutne, bo wejście do podziemia zostało zamknięte, zlikwidowane, a dostanie się na nowo do niego trochę zajmie, o ile w ogóle będzie jeszcze możliwe.

Spowodowałem zamknięcie podziemia i nie wiem, czy dobrze zrobiłem, że pozwoliłem swojej ciekawości odciąć ten inny świat od tego świata, w którym pozostało mi zostać. Czy uda mi się do nich jeszcze dostać, spróbować poznać ten inny świat i może zostać tam, opuszczając tym samym świat poza budynkiem?

*******************

Tradycyjnie, podziękowanie dla Weny, dziękuję, że przyszłaś i pomogłaś w tym co wyżej. Oraz dla Działu Poprawek i Korekcji, którego kierownikiem jest Panna @luthinee

Nowością jest jednak fakt, że to, co wyżej przeczytacie to sen. Sen, który nawiedził moją głowę, gdy odsypiałem nockę w ciągu dnia, dawno o niczym nie śniłem, dawno niczego nie zapamiętałem na tak długo, żeby zawrzeć ważne szczegóły w słowach. Udało się, nie zapomniałem tego snu i teraz kto chce, przeczyta go.

I musiałem coś napisać, cokolwiek, nawet taką głupotą jakim jest ostatni sen. Może dzięki temu zrobiłem krok w tył, oddaliłem się odrobinę od zwariowania, dostania się do głowy.

Obym częściej był zdolny usiąść i skleić kilka zdań, które niekoniecznie muszą mieć sens.

Potrzebuję tego. I Ciebie, Weno.

(Kurwa, za chwilę napiszesz więcej pod gwiazdkami niż nad gwiazdkami)

Reposted bysarazationjointskurwysynkotzmarsacrispybones

April 09 2014

Ƶołądki z szacunkiem.

Nagle się obudził. A raczej gwałtownie został przerwany jego sen. Nie pamiętał o czym śnił. Spojrzał na zegarek, 3:20. Poczuł głód. Wstał i skierował się do kuchni. Zapalił małą lampkę. Usiadł, nalał sobie przegotowanej wody do szklanki. Ostatnio wyrobił w sobie ten nawyk picia wody, ale nie zwykłej a przegotowanej. Cieszył się z tego, to znak, że ma jeszcze nad sobą kontrolę, silna wola nadal aktywna. To samo dotyczy siemienia lnianego, które kilka tygodni temu traktował jeszcze jako przykry obowiązek, a teraz jest to dobry nawyk, który przypomina się, gdy wróci do domu, gdy ma trochę spokoju i wolnego czasu. Zaczął myśleć o tym żeby coś zjeść. Z tych rozmyślań wyrwało go ciche skrzypienie desek podłogowych. Obrócił głowę w stronę wejścia do kuchni.

No tak - powiedział. W samą porę przyszliście. Były to Żołądki. Co Was sprowadza do mnie o tak wczesnej porze? - zapytał.

A jak myślisz, hm? - odpowiedział jeden z Żołądków.

Ktoś tu humoru nie ma - pomyślał. Miałem nieznany sen, który mnie obudził, poczułem głód, więc jestem tu i chcę zjeść - powiedział patrząc poważnie na całą trójkę.

I dlatego tu jesteśmy - odpowiedzieli zgodnym chórem.

To co zjecie? wesoło zapytał. Największy z Żołądków zrobił wielkie oczy i ciężko westchnął.

Ty nie jesz - odpowiedział, ale my chętnie wrzucimy coś na ząb - dodał.

Dlaczego ja nie zjem? - zapytał zdziwiony.
Wiesz co, aż mnie ręka świerzbi, żeby Ci przypier... - wziął głęboki wdech - przypomnieć - poprawił się - że masz szanować i dbać o swój żołądek - dokończył spokojnie. Czyżbyś zapomniał?­ - dodał.
Chwila ciszy.
Zrozumiałem i masz rację. Muszę jeszcze długo nad sobą popracować i pilnować się z tymi głupimi, szkodliwymi dla mojego zdrowia nawykami - powiedział spokojnie.
No, od razu lepiej. Dasz radę. Przypomnij sobie ile już zmieniłeś, poradziłeś sobie. Jesteś silny. Poza tym od czego są kumple? I jeszcze jedno, wprowadź więcej spokoju do swojego życia. Ten stres, częste denerwowanie się byle pierdołą także nie pomagają Tobie i żołądkowi, szanuj go. O jedzeniu nie mówię, bo wiem, że jesz dobrze i to nas cieszy, najważniejszy krok wykonałeś.
Dobra, koniec wykładu
. - Najmniejszy z Żołądków spojrzał na niego i zapytał z uśmiechem. - Co dziś jemy?
Uśmiechnął się.

Dziś może dżem z dyni, który dostałem. Bardzo dobry. A jeśli nie to może dżem z aronii lub jagód? Wszystko własnej roboty.
Cała trójka Żołądków popadła w głębokie zamyślenie. Po dłuższej chwili stwierdzili jednogłośnie, że spróbują konfitury z dyni. Zabrał się więc za przygotowywanie posiłku. Kątem oka dostrzegł, że cała trójka wpatruje się w to co robi. Niesamowicie rozczulający widok. Lekko uśmiechnął się.

Może chcecie do tego kakao? - spytał.
Wyrwani z obserwacji tego co robi, spojrzeli na niego i po chwili nadeszła odpowiedź. Średni Żołądek zapytał czy może dostać samo mleko. Reszta zgodziła się na kakao.
Słońce powoli wznosiło się ku górze, było pięć minut przed 4. Wszystko było gotowe, zaprosił ich do swojego pokoju, posadził przy stole i wrócił do kuchni po trzy sześćsetmililitrowe kubki wypełnione kakao. Dla siebie wziął dużą szklankę przegotowanej wody, standardowo.
Usiadł przy stole i obserwował jak Żołądki zabierają się do jedzenia. Po chwili  swoje myśli skierował ku dziewczynie, którą spotkał wczorajszego popołudnia. Przed oczyma stanęły mu jej oczy, brwi i uśmiech, lekki, ledwo zauważalny. Zjawisko - pomyślał.
Z rozmyślań wyrwał go ból pod żebrami. To najmniejszy Żołądek szturchał go łokciem.
Co jest chłopaki? - zapytał.
Cała trójka zaczęła się wesoło śmiać. - Pytaliśmy jak żyjesz, ale gdzieś daleko odpłynąłeś myślamiTo musi być bardzo ciekawa historia, prawda chłopaki? - rozejrzał się po zgromadzonych przy stole.

Może i ciekawa, ale dobrze wiecie, że nie jestem skory do dzielenia się nimi - powiedział całkiem poważnie. I nie powiem - zakończył stanowczo.





************
Za pomoc i motywację dziękuję Pannie @luthinee

Za stworzenie tego co wyżej podziękowania dla swojej Weny. Odwiedzasz mnie rzadko, ale jak już przychodzisz to z przytupem.

Reposted bykapitandziwny kapitandziwny

March 31 2014

Bohaterski Zielony Balon

Wysiadłem akurat z autobusu i przeszedłem na drugą steonę ulicy i wtedy zobaczyłem, Zielony Balon. Uciekał chodnikiem, najszybciej jak mógł, przebiegał akurat obok wiaty przystankowej pełnej ludzi, którzy zwrócili od razu na niego uwagę. Dwóch mężczyzn próbowało go schwycić, ale wykonał manewry, które skutecznie go od tego obroniły. Na twarzach większości tych ludzi malowało się zdumienie i niedowierzanie, że Zielony Balon może uciekać. Postanowił w końcu przebiec nieprzepisowo na drugą stronę ulicy. Udało mu się pomimo dużego natężenia ruchu. Po tym jak znalazł się już na chodniku wszedł w krzaki, tylko on wie po co. Można się jedynie domyślać, może za potrzebą lub próba ukrycia się. Groziło mu jednak niebezpieczeństwo, w końcu to balon, a on wszedł jak gdyby nigdy nic w krzaki, jakby nie zależało mu na życiu. Po chwili z nich wyszedł i poszedł przed siebie, po kilku minutach skręcił w lewo, wszedł do myjni, zapytać o drogę, trochę to trwało. Nagle wybiegł z niej i zaczął uciekać w górę ulicy, przebiegł może ze 100 m i znikł, nagle. Bez ostrzeżenia, po cichu, ale tylko dla otoczenia, które nie było świadome tragedii, która rozegrała się sekundy temu, która została zagłuszona przez miejski gwar. Jak się później okazało z relacji właściciela wspomnianej myjni, Zielony Balon był nieuleczalnie chory, tracił powietrze, walczył jednak do samego końca, mógł czuć się wolny.


************
Za wysłuchanie przez telefon i motywowanie do spisania tej historii dziękuję Pannie @luthinee
Reposted bysarazationkapitandziwny

December 01 2013

W końcu pokonałem blokadę twórczą. [nic wybitnego nie czeka Was niżej]

Jest takie miejsce na Ziemi, w Polsce. Każdy kto lubi obserwować nocne niebo, gwiazdy, księżyc byłby zauroczony tym miejscem. W nocy jest tam magicznie, strasznie, może nawet przerażająco, ale magia nieba w tym miejscu jest tak silna, że nie ma czasu myśleć o tym czy coś nie wyskoczy zza drzew, które są za plecami. Obserwację nocnego nieba ułatwia fakt, że leżą tam dwa duże pnie drzew.

Idąc do tego miejsca w ciągu dnia schodzi się z pewnego rodzaju wzniesienia, jest tam droga asfaltowa, to taka droga na większy świat. Idąc więc do tego miejsca przechodzi się przez tzw strugę, nad którą można sobie usiąść, posiedzieć w blasku słońca, porozmyślać na tematy różne.
Nad strugą jest mostek, można nachylić się nad samą strugą jeśli tylko ktoś lubi widok z tzw. lotu ptaka.

Ktoś kiedyś odwiedził całą tę okolicę, jak i sąsiadujce miasta po 10-letniej nieobecności w tamtych rejonach, osoba ta ma sporo wspomnień z tym miejscem. Zawsze chciała poznać bliżej to miejsce, bo nigdy wcześniej nie wiedziała co kryje się dalej za tą drogą. Trzeba wspomnieć, że sama droga jest dosyć ciekawie usytowana, gdyż z jednej strony jest cmentarz, który obrośnięty jest drżewami oraz stoi mur, więc jadąc czymkolwiek nie widać, że jest tam droga.

Z drugiej zaś strony stoi jeden jedyny dom, średniej wielkości. Droga więc jest ukryta, a wzniesienie jest tak duże, że nie można na początku tej drogi zobaczyć co jest dalej, sprawia wrażenie ślepej dróżki.
Więc gdy ta osoba była mała, zawsze ją ciekawiło co jest dalej za tą drogą, włączała swoją wyobraźnią i wymyślała różne teorie.

W końcu, po 10 latach wróciła w to miejsce i mogła w końcu przekonać się jak tam jest. Miejsce okazało się także idealnym miejscem to zrealizowania pewnej niespodzianki dla pewnej osoby. A struga, ta rzeczka była idealna do tego, szum wody, blask słońca, letni wiatr. Wszystko to sprzyjało kreatywności.

I tak też się stało. Samą przyjemnością było realizowanie tej niespodzianki, w takim miejscu. Za plecami były muru wspomnianego cmentarza. Po bokach pola uprawne. Nie wspomniałem, ale było lato, sierpień, czyli czas żniw.
Niespodzianka została zrealizowana i osoba ja realizująca napotkała problem, gdyż nie mogła wziąć ze sobą owej niespodzianki, była zbyt widoczna, obszerna.
Na co więc wpadła? Schowa ją pod mostkiem, obciąży odpowiednio, żeby wiatr lub prąd rzeczki nie porwał niespodzianki.
I tak też się znów stało, niestety nie wszystko poszło po myśli tej osoby, gdy nie przewidział jednej, chyba najważniejsze rzeczy, otóż rzeczka porośnięta była wysoką trawą, która nie dosyć, że była ostro zakończona to w dodatku mogła pociąć skórę człowieka.
Niespodzianką było 9 balonów, jeśli dobrze pamiętam, dwa z nich niestety przebiły się o wysoką, ostrą trawę, ale to nic, bo radość jaka wymalowała się na twarzy osoby obdarowywanej niespodzianką była niewspółmierna do szkód, które nastąpiły. Nie ma nic piękniejszego niż uśmiech, głównie uśmiech na twarzy osoby, która dostaje coś niespodziewanego, coś czego bardzo pragnęła, ale nigdy nie dostała, coś prostego, nieskomplikowanego.

Niech żyje kreatywność!

July 17 2013

Wysiadłem z 7. Przeskoczyłem przez powstające torowisko i zacząłem biec. Miałem już klucz w dłoni, więc szybko wbiegłem do klatki i do mieszkania. Najmłodsza z sióstr akurat szła do pokoju i pyta czemu tak dyszę. Gonił mnie święty mikołja, chciał mi coś dać, ale krzyknąłem w jego stronę, że nie wierzę w niego - odpowiedziałem. I dodając jeszcze usłyszałem jak spuszcza ze smyczy swoje nagrzane z zębami na wierzchu renifery, jednemu aż palił się nos. Siostra popatrzyła na mnie jakbym wziął gorszy stuff od tego mikołaja z reniferami na czele. Znów poczułem się źle.

Full Attack Pack version 1.1

Gdy jest źle, smutno, przygnębiająco i nie chce się żyć przeważnie sięga się po muzykę, ale muzykę z dźwiękami pogłębiającymi ten smutek, ten dołek, który z początku jest płytki. W swoich ramionach chowa wtedy takiego delikwenta muzyka lekka, smutna, melancholijna. Przepadł.
Kilka dni temu odpowiedziałem komuś, że nie stosuję tego, nie robię kroku naprzód, żeby pogłębić się w tym gównie, które próbuje mnie zalać. Wręcz przeciwnie, wyznając zasadę Najlepszą obroną jest atak stosuję dźwięki atakujące złe myśli, zły nastrój i ten wszechogarniący smutek. Włączam dźwięki żywe, mocne, szybkie, żądne krwi myśli złych. Rozpoczyna się czas żniw i po chwili nucę sobie kawałek, który właśnie słucham, bujam się na boki, a stopa wybija rytm.
Na jednym utworze nie ma co poprzestawać, a jeśli ktoś myśli, że warto to szybko przekona się, że jest w błędzie. Sięgnąć trzeba po więcej, po więcej żołnierzy dobra, którzy są gotowi wyciągnąć nas z tego dołka i pogrzebać sprawców, którzy do tego doprowadzili.
Nie warto pogłębiać tego dołka, tych gorszych dni, nawet jeśli jesteśmy sami, w jakimkolwiek znaczeniu warto wykonać ten jeden ruch, który zadziała jak pomocna dłoń, pomocne ramię, na którym można się wesprzeć i wstać. Ostatkiem sił włączcie to:

Bucovina - Mestecanis

A potem to:

Amorphis - Silver Bride

I to:

Amon Amarth - Varyags of Miklagaard

To:

TYR- Sinklars visa

I jeszcze to:

Inexist - Experience

July 08 2013

Niepozorne Żołądki.

Niepozorne Żołądki.

 

Budzę się w nocy. Muszę za potrzebą do WC. W pokoju ciemno, siadam na łóżku, już mam wstawać, podnoszę głowę, a na progu stały trzy niepozorne Żołądki. Lekko zdziwiłem się, no bo kto normalny stoi na progu mojego pokoju o 2:30 w nocy? Teraz już wiem, że tylko trzy niepozorne Żołądki na to stać. Wstałem więc i idę robić swoje. W momencie, gdy przechodziłem obok nich jeden z niepozornych Żołądków zapytał mnie - Znajdą się w lodówce sałata i dżem?
Pomyślałem chwilę i powiedziałem cicho Sałata będzie na pewno, z dżemem może być ciężko, a jeśli będzie to tylko truskawkowy. Ostatnie słowa nie sprawiły im uśmiechu, ale podziękowały i poszły do kuchni.

Znów wróciłem do swoich zajęć. Po wszystkim uderzyła mnie przenikająca cisza, a przecież na kwadracie gościłem trzy niepozorne Żołądki. Było cicho, za cicho. Poszedłem do kuchni i co?
Trzy niepozorne Żołądki jadły chleb z sałatą i dżemem. I bynajmniej nie był to dżem truskawkowy. Skąd wzięliście dżem z czarnej porzeczki? - zapytałem. Ten który siedział na parapecie, a uwierzcie, miejscówkę wybrał sobie najlepszą w całej kuchni, odpowiedział Jak wiemy nie zaglądasz do lodówki zbyt często, więc ktoś skitrał słoik dżemu z czarnej porzeczki w dolnej szufladzie, na samym końcu i przykrył siatką cytryn. W sam raz dla nas. Pogrążony w zamyśleniu podrapałem się po plecach i olśniło mnie! Dwa tygodnie temu naszła mnie ochota na dżem z czarnej porzeczki. Schowałem go do lodówki i zapomniałem o nim, w końcu ćwierć wieku na karku. Sięgnąłem po szklankę, butelkę mleka i dołączyłem do nocnej uczty w towarzystwie trzech niepozornych Żołądków. Siedzimy sobie, gawędzimy, fajnie jest, za oknem świta. Nagle zadzwonił telefon w moim pokoju. oho! - powiedziałem. Kogo niesie o 3:15 nad ranem. Tej nocy zdziwienie towarzyszyło mi cały czas. Odbieram a to D. dzwoni i bez niczego pyta Czy ty jeszcze jesz?! Myślę sobie skąd ona wie, że jem i właśnie skończyłem - odpowiedziałem.

Podziękowałem trzem niepozornym Żołądkom za wspólny posiłek w środku nocy i zostawiłem je same w kuchni.

Poszedłem spać.


************

W tym miejscu chciałbym podziękować @luthinee za natchnienie i impuls oraz swojej wyobraźni, za to, że jest.

June 22 2013

Devil devil devil devil!

Zerwał się w nocy z myślą, że spóźnił się na pociąg. I tak niestety było. Co jest z tym diabelskim budzikiem - powiedział. Ubrał się w pośpiechu, spakował najpotrzebniejsze rzeczy do rozlatującego się już plecaka. I wybiegł z domu, miał 40 minut, żeby dotrzeć na dworzec. Dobrze, że miał już bilet, jedno zmartwienie mniej. Ruszył. Już świtało, było trochę przed 4. Pociąg 4:18.
Gdy wbiegał w podziemia dworca była 4:15, pociąg był właśnie ogłaszany. Nie jest spóźniony?! - pomyślał. Zdążył, był szczęśliwy. Pierwsza próba dla niego, dla jego motywacji, czy jest prawdziwa czy tylko taka chwilowa. Zostało mu to wyngarodzone dosyć szybko, skromnie, ale zawsze coś. 10 zł na peronie 4, miło.
Wsiadł do ostatniego wagonu, zajął ostatni przedział, był pusty. Pierwszy raz, a przecież ta relacja jest mu bardzo znana i nigdy tak nie wyglądały przedziały, nawet o 4:18.
Za ponad 6h będzie dopiero w połowie drogi, ale to jest nieważne. Wyjechał, tak jak chciał. I tam gdzie chciał. Na miejscu wszystko będzie gotowe.
Czas na sen. Nie pamiętał kiedy zasnął, ale pamiętał dokładnie o czym śnił. Znów ten sam koszmar, znów obudził go senny płacz. Znów to samo, spocona twarz, dłonie. Dobrze, że w przedziale nadal był sam. Zorientował się gdzie jest, otworzył okno i uderzyło go pięknie mroźne powietrze. Czuł to jeszcze bardziej, podniecenie, rosnąca adrenalina. Uśmiechnął się sam do siebie.

Dotarł, piękno tego co zobaczył uderzyło go tak mocno, że oczy wybałuszył z wrażenia, a przecież to tylko część jego wyjazdu, to jeszcze nie koniec, malutki początek dopiero. Do odjazdu drugiego pociąg miał - spojrzał na zegarek - 13 minut. Sprawdził skąd jedzie, usiadł na ławce i czekał. Myślał o tym jak wszyscy, których znał, którzy znali go dosyć dobrze, dla których był ważny jak zareagują na tę krótką informację. Napisał gdzie jedzie, nie dał jednak nikomu możliwości skontaktowania się z nim, telefon leży w pokoju na biurku. Wyciszony. Opcja powrotu do końca nie jest jasna. Alpinizm ekstremalny nigdy nie dawał jasnej odpowiedzi czy śmiałek wróci czy też nie, taka specyfika, taki charakter, taki wybór.
Dosyć tych rozmyślań, klamka zapadła, kości zostały rzucone. Zbierał się tyle lat, pod każdym względem, najbardziej psychicznym, ale i fizycznym także. Teraz nie ma mowy, aby wycofać się, z tego jak dla niektórych szalonego pomysłu.
Pociąg wjechał. Ruszył razem z nim w przedziale, przy oknie. Tym razem 7h siedzenia na tyłku albo leżenia, zależy jak sytuacja rozwinie się. Im bliżej celu podróży tym czuł się bardziej zdenerwowany i podekscytowany, gorzej niż spotkanie z dziewczyną, to pierwsze, na które człowiek stroi się i przygotowuje jak, gdyby to od tego zależało jego życie. Stety to nie spotkanie z dziewczyną.
Zurych coraz bliżej, potem tylko Berno i Mürren. Z Aimé miał kontakt od kilku ładnych lat, na samym początku, gdy zaczął uczyć się francuskiego. Lubi tego faceta i gdy okazało się, że obaj chcą zdobyć Eiger, chcą poczuć na sobie, w sobie tę przygniatającą siłę tego szczytu pomyślał, że to bratnia dusza. Często zastanawiał się nad tym jak bardzo można rozumieć się z kimś bez słów, tak jakby znało się tego człowieka od dziecka. Wspólna motywacja i przygotowania do osiągnięcia wspólnego celu. Sam wiele lat uważał, że zdobycie w pojedynkę tego szczytu będzie najlepszym wyjściem, ale Aimé pokazał, że to błędne myślenie. Nie ma co zgrywać bohatera, nie w takich warunkach. A w razie powodzenia z kim podzielisz swoje emocje, radość, komu opowiesz jak było, co działo się w Twojej głowie, gdy wchodziłeś, gdy każda część ciała odmawiała posłuszeństwa, gdy własne słabości próbowały złamać i wymusić poddanie się? Jeśli czerpać wielką przyjemność z wielkich osiągnieć to tylko w towarzystwie, które czuje to samo.
W Mürren Aimé będzie już na niego czekał. Gdyby wynikły jakiekolwiek komplikacje ma nr telefonu, zadzwoni z budki telefonicznej. Oby tylko pogoda dopisała, chociaż to i tak nie ma znaczenia, góry to góry. Z minuty na minuty wszystko może zmienić się w mgnieniu oka.
Zurych powitał piękną pogodą. Przydałoby się coś zjeść - pomyślał. Gdyby przyznał się komuś ze znajomych, że tak długo nie jadł, znów marudzenie, że nie dba o siebie, że powinienen więcej jeść, bo wygląda okropnie. Na pociąg do Berna trochę sobie poczeka, więc pozwolił sobie na posiłek bardziej rozbudowany od skąpej kanapki, którą zjadł ponad 16h temu. I herbata, najlepiej dwie, herbaty, dobrej herbaty nigdy za mało.
Po drodze wstąpił do pasmanterii. Trzeba cię zszyć powiedział patrząc na swój plecak, zasłużyłeś. Nabył potrzebne materiały, resztą zajmie się już w pociągu, na który czas już iść.
Do Berna krótka jazda, teraz już będzie z górki. Stamtąd powiadomi Aimé gdzie jest.
Zajął się plecakiem. Umiejętności zszywania i tzw. robótki ręczne odziedziczył po matce, przydają się w życiu takie umiejętności.
Odnalazł budkę telefoniczną i zadzwonił do Aimé, przekazał mu najważniejsze informacje. Był już na ostatniej prostej, czuł spokój. Spokój Wodza jak zawsze powtarza, tylko on może uratować.
Usiadł wygodnie i włączył na swoim sfatygowanym odtwarzaczu Ayreon, piękny projekt muzyczny, w którym biorą udział najpiękniesze głosy świata. Umili mu to tę ostatnią prostą.
Aimé już czekał, słuchał w samochodzie muzyki, która i jemu bardzo odpowiadała. To kolejna przestrzeń, która pozwalała im na wielogodzinne rozmowy na temat muzyki, zachwycanie się pięknem muzyki, odkrywanie czegoś nowego w utworach, które znało się podobno na pamięć. Człowiek z grona osób, któremu nadał swoją nazwę Z lepszych najlepsi. Było skromne, ale starannie dobrane, wiedział, że na każdą z tych osób może polegać, każda pełniła ważną rolę w jego życiu i pomimo tego, że dał im się we znaki i powody, żeby zostawili go, nie zrobili tego. Zostali, a on sam poczynił szereg napraw w sobie, żeby już zostali na zawsze, żeby być lepszym dla nich, bo zasłużyli, oni zasłużyli.
Podróż do Mürren upłynęła w towarzystwie Running Wild, zespołu wielce niedocenionego, który stworzył muzykę w swoim gatunku najlepszą jaką mógł ktokolwiek stworzyć.
Było późno, gdy dotarli już na miejsce. Czas na sen. Za kilka dni zrobi małe rozpoznanie po okolicy. Chciałby już go zobaczyć, spojrzeć na niego pierwszy raz z dołu. Przekonać się jaki jest, przywitać. Już niedługo...


Cdn.

Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl